Maj 14, 2012 - Napisane przez admin - 0 Komentarzy
Nasze dzieciaczki mają najpiękniejszą Mamę na świecie – to po prostu fakt.


Poza tym nasza Mama to istny skarb trafiający pomysłami dokładnie w sedno marzeń. Oto jej najnowszy pomysł, który doczekał się właśnie pomyślnej realizacji. A zobaczyć miny Bajbusów …. bezcenne
Filip, strażak całą gębą wspina się po schodach do swojej „remizy” i z krzykiem leci na zjeżdżalnię udając się na kolejną akcję. Marysia ma za to w domku swój sklep gdzie można od niej kupić wiele smacznych rzeczy.
A cała rodzina szkoląc Marysię musiała pokonać ścianę wspinaczkową. W obie strony
Maj 13, 2012 - Napisane przez admin - 0 Komentarzy
Tego dnia nic nie zapowiadało, że stanie się coś niedobrego. Dzieci powoli już wyciszone zaudały się na górę na wieczorną kąpiel i mycie zębów.
Filip razem z nami powoli rozbierał się, stawiając jak to ma w zwyczaju czynny opór
Marysia jeszcze coś sobie przypomniała i poleciała do siebie do pokoju. Wracając na pewno nie biegła – to da się usłyszeć. Nagle w ciszy na korytarzu dał się słyszeć dziwny głos. Takie nabierające tempa Pups …. Pups … Pups .. Pups . Pups !

Kiedy wychyliłem się z łazienki była mniej więcej w połowie z 17 twardych schodów wyłożonych płytkami. Leciała w dół nabierając tempa, a ja stałem jak wryty obserwując bezwładne ciało, które koziołkując w najdziwniejszych pozycjach staczało się coraz szybciej w dół. Na parterze jakby odzyskała świadomość i usłyszałem najukochańszy płacz na świecie.
Nie wiem jak to się stało, ale całe zajście skończyło się na strachu i jednym obtarciu na nodze.
Dzięki Bogu.
Przez kolejnych kilka dni obraz spadającej Marysi co chwila mijał mi się w głowie z pamiętną nocą kiedy „odpłynął” Fipcio. Zastanawiałem się też jak to jest, że przy Marysi stosowaliśmy kiedy była mała bramkę na górze schodów. Przy Filipie, mimo że jest takim wszędzie pojawiającym się szybko i niespodziewanym dzieckiem, nie było w sumie takiej potrzeby. No cóż … ma starszą siostrę – a taka siostra to prawdziwy Skarb. I młodszy brat też …
Dbajmy o nasze Skarby, bo nie ma nic cenniejszego na tym świecie.
Marzec 15, 2012 - Napisane przez admin - 0 Komentarzy
Wczoraj byliśmy z dzieciaczkami na basenie i jesteśmy w szoku jak Marysia ogromne zrobiła postępy od początku swojej nauki pływania. Na początku nawet nie chciała zanurzyć buzi i nosa, a co dopiero mówić o nurkowaniu. Teraz czuje się już w wodzie bardzo pewnie, nie obawia się nurkowania ani skoków. Jest genialna i bardzo mnie cieszy, że podoba jej się pływanie.
Nasz Filipcio jeszcze nie jest na etapie chęci nauki pływania. On raczej wykorzystuje wodę do zabawy, ale z tym też jest dużo radości i śmiechu. Filip zanim wszedł do basenu obiecał Tacie, że mu pokaże jak pływa i go nauczy pływania
I oczywiście nie zapomniał o swojej obietnicy, bo pierwsze co powiedział Tacie jak wyszedł z basenu to: „Pokazałem Ci, umiesz już trochę?”
Marzec 15, 2012 - Napisane przez admin - 0 Komentarzy
Ostatnio stwierdziliśmy, że Filip jak na swój wiek jest strasznie inteligentny i nieźle kombinuje
, a przy tym jest cholernie cieplutki i bardzo uczuciowy. Zdecydowanie częściej niż Marysia mówi nam, że bardzo nas kocha i uwielbia się przytulać – potrzebuje więcej bliskiego kontaktu. A często jak zaprowadzam go do przedszkola mówi: „będę się o Ciebie martwił i będę tęsknił”. A pierwsze co mówi jak go odbieram to z szerokim uśmiechem na ustach „płakałem” i „stęskniłem się za Tobą”, a co fajniejsze czasami zdarza mu się tak mówić od razu po przebudzeniu, na co ja stwierdzam, że przecież cały czas byliśmy razem, a on „ale stęskniłem się za Tobą jak byłem w przedszkolu:-)” – tak to mały Filipek sobie nieźle kombinuje. Niestety jak zostaje w przedszkolu zdarza mu się jeszcze czasami płakać , więc my próbujemy różnych sposobów, aby nie płakał, ale Filip nasze teksty typu: przecież jesteś już doroślak, a doroślaki nie płaczą, szybko urywa stwierdzeniem: „jestem jeszcze trochę mały, więc mogę trochę płakać”.
Filip jest teraz na etapie Strażaka Sama i koparek – co widać na załączonym zdjęciu
Fipcio miał też ostatnio (12 lutego w czasie obiadu) mniej przyjemną przygodę z kukurydzą w nosie (zakrztusił się i chciał zasłonić buzię rączką, ale miał w rączce trochę kukurydzy i jedno ziarenko wślizgnęło mu się do noska) – na szczęście nie spanikował tylko od razu powiedział nam, że wpadła mu kukurydza do nosa i dzielnie dał nam ją wyciągnąć, bez zbędnego płaczu, szarpania itp. (na szczęście ktoś wymyślił Aspirator do nosa FRIDA, dzięki któremu kukurydza szybko została usunięta z noska, bez interwencji lekarza). Dzielny chłopak!
Marzec 15, 2012 - Napisane przez admin - 0 Komentarzy
Po ostatniej sytuacji w sklepie jaką mieliśmy z naszą Marysią aż strach pomyśleć co będzie się działo jak Marysia będzie nastolatką. Otóż po mało przyjemnym szczepieniu, w ramach rekompensaty, zabraliśmy Marysię na lody połączone z zakupami ciuszkowymi. Śmiechu było co nie miara. Pierwsza sytuacja w sklepie: Marysia bierze biustonosz i na cały głos mówi: „Mama prawda, że to się nazywa listonosz?”. Mąż tylko popatrzył z politowaniem i stwierdził: „Chyba będziesz mi musiała coś wyjaśnić”
Kolejna sytuacja: Marysia mierzy okularki przeciw słoneczne Hello Kitty do tego etui na okularki oczywiście też Hello Kitty, a na moje stwierdzenie, że przecież ma okularki, a etui nie jest jej potrzebne, stwierdza: „Mamo, przecież Tata zapłaci!”. Aż nie chcę myśleć co będzie za parę lat ….
Styczeń 28, 2012 - Napisane przez admin - 0 Komentarzy
Nareszcie udało nam się tej zimy ulepić porządnego bałwanka. Dzieciaki miały niemiłosierną frajdę zarówno z jego lepienia jak i później z jego przystrajania (rączki, oczka, nosek itp.) oraz z traktowania go jako stołek do siedzenia.
Jak przystało na zimowego bałwana na nosek dostał super marchewkę – niestety nie przetrwała ona za długo. Już tego samego wieczora nasza sunia Gina sprytnie ją wyciągnęła i skonsumowała
Minął już chyba tydzień, a bałwanek nadal stoi, ale cały czas bez nosa – uznaliśmy, że nie warto na tę parę chwil dawać mu nowego, bo Gina znów pewnie chętnie by się nim zajęła
Z innych zabawnych sytuacji tej zimy warto wspomnieć o upadkach naszego małego zucha na śniegu
Otóż na ostatnim spacerze po lesie z dzieciaczkami jesteśmy pełni uznania dla wytrzymałości pupy Filipka, każdy swój upadek (a było ich nie mało, bo było ślisko) kwitował z uśmiechem na ustach stwierdzeniem „nic nie szkodzi”.
W temacie bałwanów: Filip podczas swojego pierwszego przedszkolnego balu o tematyce zimowej (był Bal Bałwanków i Śnieżynek) został Królem Bałwanków – był dumny jak nie wiem co. Marysia troszkę była zazdrosna, ale jakoś udało nam się ją udobruchać z pomocą Babci Wandzi. Razem z babcią zrobiły z kartonu Mikołaja, tak samo dużego jak Filipa Bałwanek.
Styczeń 28, 2012 - Napisane przez admin - 1 Komentarz
Nasz mały Filipcio ma już pierwszy poważny wysęp w przedszkolu za sobą. Występ był z okazji Dnia Babci i Dziadka. Nie omieszkam przypomnieć, że Filip ma dopiero 2,5 roku więc jadąc do przedszkola na przedstawienie spodziewaliśmy się raczej, że od razu po wyjściu na scenę przybiegnie do nas. Nasze zdziwienie nie miało granic. Nie dosyć, że Filip nie podbiegł od razu do nas to jako jeden z nielicznych przedszkolaków ze swojej grupy zatańczył wszystko jak należy. Babci aż się łezka w oku zakręciła
A ja byłam tak bardzo z niego dumna, że nie jestem w stanie tego ocenić. Już teraz nie mogę się doczekać kolejnego występu.
Co więcej pierwsze pytanie jakie zadał po występie było: „A tatuś nie chciał zobaczyć mojego przedstawienia?” – mowę mi odjęło. Do tej pory nie byłam świadoma, że tak małe dziecko już myśli tymi kategoriami. Zaskoczył mnie bardzo.
Za to dziś po raz kolejny mnie zaskoczył swoja reakcją na płacz Marysi (nie należy pominąć faktu, że był to kolejny płacz już tego dnia i bardziej taki na wymuszenie czegoś, a nie z uwagi na fakt, że działa jej się krzywda). Filip skwitował płacz Marysi krótko: „mam już tego dość!” – takie słowa w ustach 2,5 latka brzmią naprawdę uroczo
Styczeń 2, 2012 - Napisane przez admin - 0 Komentarzy
I stało się! Marysia ma już za sobą pierwszy upadek z konia. na szczęście nic poważnego się nie stało chociaż wyglądało naprawdę poważanie. Przeleciała centralnie do przodu na głowę ponad głową konia. Koń jakby nigdy nic potknął się i zarył łbem o ziemię. Było trochę płaczu i na początku strach, aby ponownie wsiąść na konia, ale ostatecznie urazu żadnego nie ma (ani fizycznego ani psychicznego) – tylko toczek do wymiany, bo popękał – dobrze, że wcześniej kupiliśmy dzięki czemu głowa i twarz jest teraz cała.
Ostatecznie nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bo po wszystkim okazało się, że to nie pierwszy upadek dziecka z Lisy (tak ma na imię konik). O ile u Marysi był to czysty przypadek – przecież potknięcia i poślizgnięcia się zdarzają o tyle w innych przypadkach okazało się, że Lisa jest po prostu bardzo płochliwa. Podobno ostatnio przestraszyła się jak stanęła na zamarzniętą kałuże, zrzuciła 11-letnią dziewczynkę i uciekła do lasu – na szczęście dziecku nic się nie stało i dobrze, ze nie uciekła z nią na grzbiecie.
także skłoniło mnie to do głębszego zbadania tematu jazdy konnej dla dzieci i stanęło na tym, że szukam innej stadniny, gdzie będą spokojne konie i będzie ich więcej, aby Marysia mogła jeździć na różnych, a nie tylko przyzwyczajać się do jednego.
Tak prawdę powiedziawszy to teraz ja mam większego stracha przed jazdami Marysi niż ona sama!
Październik 29, 2011 - Napisane przez admin - 0 Komentarzy
Marysia jest na etapie odkrywania swoich kolejnych zainteresowań i pasji. Tym razem padło na basen (chodzimy na naukę pływania) i koniki i to nie takie małe kucyki, ale prawdziwe konie. I w jednym i w drugim idzie jej całkiem nieźle i widać i sprawia jej to dużo radości. Na basenie początki były ciężkie, bo nawet nie chciała zanurzyć głowy, ale teraz już widać postępy i pomimo zachłyśnięć nie ma zniechęcenia tylko dalsze próby. Natomiast na konikach Marysia już kłusuje i to nawet udaje jej się anglezować. Super! Jestem z niej strasznie dumna jak widzę uśmiech na jej twarzy jak coś jej się udaje. Oby tak dalej!
Październik 29, 2011 - Napisane przez admin - 0 Komentarzy
Widzę, że narobiło się trochę zaległości w dodawaniu notek i trzeba czasami przysiąść i zrobić to hurtowo, aby dzieci miały oryginalną pamiątkę. Mam nadzieję, że dziwnym przypadkiem strona ta nie zostanie utracona, albo że nie nastąpią jakieś super zmiany idące w nowoczesność i nadal będzie jej treść możliwa do odczytania.
A wracając do tematu , to korzystając z ostatnich dni wakacji, 26 sierpnia ruszyliśmy w nocną podróż pociągiem do Zakopanego. Oczywiście zarezerwowaliśmy miejsca sypialne – dzieci są miłośnikami wszelkiego rodzaju pociągów, ciuchci itp. – i wyruszyliśmy. Dzieci były zafascynowane możliwością spania w pociągu. Marysia bez problemu spała sama na środkowym łóżku, a Filip wygonił mamę i stwierdził, że śpi sam na dolnym. Niestety 5 minut później wstał, stwierdził, że już się wyspał i że już chce do domu, bo się boi i już nie che tu być. Trochę to trwało zanim go uspokoiliśmy, ale udało się. Rano dzieci zbudziły się bardzo wcześnie i to akurat jak przejeżdżaliśmy obok stacji gdzie stało mnóstwo ciuchci. Ich oczka zrobiły się ogromne z wrażenia – byli przeszczęśliwi. Generalnie wyjazd był cudowny. Pogoda dopisała, pokazaliśmy dzieciom wszystko co mieliśmy w planach. Na przyszły rok zostało Morskie Oko – tym razem uznaliśmy, że odcinek drogi do przejścia mógłby się okazać ponad ich siły. Filip na ostatnim zdjęciu oczywiście z zamkniętymi oczkami – jak tylko mówi mu się, żeby się uśmiechnął od razu zamyka oczy – to jest tak zwany jego uśmiech na zawołanie